Zgodnie z wolą większości, potwierdzoną głosowaniem, wystartowaliśmy w kolejnej imprezie Classicauto. Tym razem na płycie lotniska w Nowym Mieście nad Pilicą.
Po ostatnim rajdzie w Ułężu przygotowanie samochodu polegało głównie na usuwaniu usterek. Uwagi wymagało sprzęgło, które haczyło się niebezpiecznie i znacząco utrudniało płynne ruszanie i zmiany biegów. Dodatkowo hamulec był nieprzewidywalny, raz twardy, raz miękki. Jakby tego było mało, cały samochód lekko pływał i nie dawał się prowadzić tak precyzyjnie, jak powinien. Dwukrotnie wymienione zostało serwo i pompa hamulcowa, założyliśmy też przewody w stalowym oplocie, co razem dało efekt taki, że pedał był całkowicie miękki. Powodem jest zapewne wykorzystanie używanych części, jednak nie jest to nasz docelowy samochód, więc w niego przesadnie nie inwestujemy. Jak zwykle przygotowania w warsztacie trwały do ostatniej chwili, więc nie było czasu na rozjeżdżenie się przed imprezą.
Podróż, na szczęście niezbyt długa, przebiegła bezproblemowo.
Badania kontrolne na płycie lotniska były czystą formalnością.
A potem się zaczęło.
Cztery próby, każda przejeżdżana po dwa razy. W sumie ponad 16 kilometrów jazdy na czas.
Pomimo otwartej przestrzeni udało się organizatorom ustawić ciekawe i wymagające próby, momentami imitujące prawdziwe oesy. Głębokie cięcia, ślepe zakręty i wąskie przecinki leśne - tam bez pilota byłoby naprawdę ciężko. Tym razem, z powodów od nas niezależnych na prawym fotelu zasiadła narzeczona Janka. Dogadywali się świetnie i efekty było widać.
Już na pierwszej próbie, pomimo wciąż lekko pływającego samochodu i wypadających biegów, udało im się uzyskać najlepszy czas nie tylko w klasie 2000 (tak jak poprzednio, na własne życzenie Janek przeniósł się z klasy 1600 do 2000), ale również w całej grupie III, gdzie startowały takie samochody jak Porsche 944 S2, Subaru Legacy Turbo, czy Mitsubishi Lancer Evo IX. Kolejne próby nie wypadały aż tak rewelacyjnie. Najgroźniejszy konkurent, Wiktor Kozłowski czteronapędowym Legacy (bez turbo) na poszczególnych próbach wymieniał się z Jankiem najlepszymi czasami, ale do końca udało się utrzymać prowadzenie w klasie pojemnościowej. Dodatkowym atutem był współczynnik wiekowy, ale nawet bez niego Janek uzyskał przewagę 3,5 sekundy nad drugim w klasie Wiktorem Kozłowskim. W generalce musieliśmy uznać wyższość dwóch Porsche 944 o prawie dwa razy większych silnikach, ale strata była minimalna. Odpowiednio 0,6 i 1,5 sekundy.
Całość jednak nie przebiegała tak bezproblemowo i były momenty wątpliwości, czy Janek w ogóle ukończy imprezę. Z samochodu dobywały się niepokojące dźwięki, z próby na próbę brzmiało to coraz groźniej. W końcu wylądowaliśmy na stanowisku serwisowym Pawła Wysockiego, który zaofiarował pomoc w znalezieniu usterki. I wtedy okazało się, że to po prostu kierownica, od drgań spowodowanych nierówną nawierzchnią, trochę się odkręciła. Problemy stwarzały też wypadające biegi, raz Janek o mały włos nie wykręcił bączka, w ostatnim momencie wyratował się wrzucając jedynkę i wyprowadzając auto z zakrętu.
Pomimo zdobytego pucharu, Janek przyznał, że jazda nie była bezbłędna. Wychodził brak treningu i wyczucia samochodu, którym na co dzień nie można trenować.
Wracaliśmy zadowoleni, CRX pomimo swoich 22 lat spisał się wspaniale i - choć seryjny i z widocznymi mankamentami - dawał sporo frajdy.
Warto też wspomnieć, że pojawiła się na trackdayu nasza własna przestrzeń. Z pomocą kilkorga z Was przyjechał namiot serwisowy oraz maska samochodowa. Na razie tylko jako zajawka tej prawdziwej, ale już ze zdjęciami naszych sponsorów. Wzbudzała zainteresowanie i liczymy, że przełoży się to na nasze przyszłe możliwości startowe. Mamy nadzieję, że niedługo uda się zebrać wystarczające fundusze, aby wystartować profesjonalnym samochodem na trasie rajdowych oesów.
JerryO
Wpisz sumę, jaką chcesz zainwestować